Arequipa jest przesiąknięta klimatem kolonialnym. Ciepłem, słońcem i gwarem ulicznym. Biała metropolia na mapie istnieje  już od ponad 450 lat a spacerując po niej, ma się wrażenie przeniesienia w czasie. Miasto zbudowane jest z białego kamienia, zwanego sillarem, a będącego tufem wulkanicznym, pochodzącym z pobliskiego wulkanu El Misti. Bynajmniej nie jest miejscem ascetycznym, gdzie można natychmiast odnaleźć spokój.

Jak to w życiu bywa, to, co dla miasta było darem, ze względu na wyjątkowość tego budulca, stało się także przekleństwem. Arequipa kilkakrotnie ucierpiała ze względu na trzęsienia ziemi, w wyniku których zniszczeniu uległo wiele pięknych zabytków. Po ostatnim z 2001 roku Arequipa, a właściwie jej zabytki, zostały  wpisane na listę UNESCO. Arequipa była zawsze bogatym miastem. Położenie na szklaku komunikacyjnym pomiędzy Boliwią a Limą i dalej do Hiszpanii mogły mu zazdrościć okoliczne miejscowości. Dogodne położenie przyczyniło się do ulokowania w Arequipie i okolicach rezydencji przez możnych tamtych czasów.

W ślad za przybyciem do miasta konkwistadorów – Diego de Almagro jako pierwszego,  założony został Klasztor Świętej Katarzyny (Monasterio de Santa Catalina).  Bogata wdowa – Dona Maria de Guzman, będąca założycielką klasztoru, sama także przyjęła święcenia. Być może fakt, że była hiszpańską wdową, było przyczyną „odrobinę” innego spojrzenia na zasady i formę klasztoru, jaki on w konsekwencji przyjął. Sam Klasztor miał w swojej idei, być miejscem bardzo wyjątkowym, ekskluzywnym i nie był on przeznaczony dla każdej panny. Wstąpić do niego mogły panny z hiszpańskich lub kreolskich domów, ale podwoje nie były otwarte także dla każdej z nich. Nie była przyjęta tylko dlatego, że chciałaby zostać zakonnicą, lub jej rodzice chcieliby, aby została zakonnicą. Klasztor był przeznaczony TYLKO dla panny chcącej pełnić służbę Bogu i której rodzice byli wystarczająco ZAMOŻNI (czytaj niewiarygodnie bogaci) aby móc sfinansować ich pobyt w klasztorze. Córki lokalnych andyjskich władców, czyli metysów, mogły aspirować tylko do tego, by stać się mniej widocznymi siostrami, tzw. białego welonu, która zwykle zajmowała niższe stanowiska jako służący w klasztorach, nie mogąc sobie zagwarantować odpowiedniego posagu dla klasztoru. A środków na utrzymanie tego miasteczka – bo obszar klasztoru to 20.000 m2, potrzeba było dużo. Bardzo dużo.

Kolejnym wymogiem, koniecznym do spełnienia aby być do przyjętą,  była kolejność urodzenia w rodzinie. Do klasztoru mogła wstąpić  TYLKO druga w kolejności córka w rodzinie, będąca w wieku 10-12 lat. Pierwsza córka, zwyczajowo przeznaczona była do zamążpójścia a druga do klasztoru. Podobnież aby móc dostąpić zaszczytu przyjęcia do klasztoru, rodzice byli zobowiązania do przekazania 50.000 dolarów jako „posagu” wnoszonego na rzecz zakonu oraz złożenia deklaracji utrzymywania jej w przyszłości.

Mogłoby się wydawać, jakiż to niewdzięczny los spotykał drugą córkę. Nic bardziej mylnego. Tak więc, przyszła mniszka peruwiańska która spełniła wymogi i mogła zostać do klasztoru przyjęta, zjawiała się ona w nim wraz ze ….służącymi. Każda z nich mieć aż do 4 służących – a przecież i te również należało utrzymać….

Młoda zakonnica wstępowała więc do nowicjatu, który trwał od 2-4 lat, wówczas to  wybierała swoją patronkę. Z rodziną spotykały się one w lokutorium, miejscu bardzo zbożnym. Rozmowy toczyły się przez kraty, a padające z góry światło umożliwiało widzenie przez nią rodziny, ale rodzina nie mogła zobaczyć samej zakonnicy.

Rodzice dla swych pociech nie szczędzili środków finansowych, nie tylko zapewniając im „ wejście” do klasztoru i zapewniając tam byt, ale także wyposażając je, we wszystko co niezbędne do życia w danej chwili, ale także w dywany, meble, eleganckie meble, zastawę, przedmioty użytkowe wykonane z metali szlachetnych, na których spożywano wiktuały, bynajmniej nie postne. Wszystkie uroki mogły doceniać zakonnice po nowicjacie. Dziewczęta w trakcie nowicjatu miały zakaz gier i zabaw, choć to dzieci 10-12 letnie, a skazane były na ciągłe modlenie się, dopuszczane do spotkań z rodziną w lokutorium, ale tylko raz w miesiącu. Starsze zakonnice odżywały…mogły korzystać ze wszystkich dobrodziejstw przywiezionych ze sobą i jeszcze więcej.

Mogły one również korzystać z przepięknego obszaru należącego do klasztoru, który przypomina południowo-hiszpańskie miasteczka a także sprowadzić do klasztoru niewolników.

Wśród zakonnic istniała ścisła hierarchia, której podstawą ustanowienia była zamożność i pochodzenie a konwenty odzwierciedlały sztywne hierarchie społeczne porządku kolonialnego. Te najbardziej zamożne, hiszpanki i kreolki, miały nawet swoje własne domki, w których zamieszkiwały razem ze służbą.

Czym jednak zajmowały się na co dzień i jak umilały sobie czas? Tak jak w pobliskich klasztorach Santa Clara w Cuzco czy  Santa Teresa, siostry bynajmniej nie skupiały swoich myśli na Bogu i modlitwach. Były bardzo aktywne i stały się głównymi osobistościami w lokalnych sprawach gospodarczych. Posiadając do dyspozycji ogromne środki pieniężne negocjowały pożyczki i zastawy a będąc wykształcone, zarządzały nieruchomościami miejskimi i wiejskimi oraz angażowały się w transakcje biznesowe z lokalnymi elitami i kolonialnymi biurokratami. Prowadziły z sukcesem  fabryki włókiennicze oraz handlowały lokalnymi produktami.

klasztor również sprawował funkcje usługowe dla lokalnej społeczności, opiekując się niespokojnymi kobietami  (cokolwiek przez to kronikarze rozumieją) jak i potrzebującymi dziećmi.

Siostry zajmowały się wychowywaniem zarówno dzieci członków rodziny czy  miejscowych sieroty ale także prowadziły przechowalnie dla kobietami ze szczególnymi problemami (być może to o nich pisano jako o niespokojnych), takimi jak niechciana ciąża lub napastliwy mąż. Prowadzenie przedszkola było też bardzo dobrym rozwiązaniem dla efektów jakie miały również „ niespokojne” siostry.  Źródła historyczne wspominają także o uprawianiu przez zakonnice jazdy konnej, a także posiadanie niewolników.

Klasztor był miejscem dla różnych zakonnic, zapewniał on także  duchową przystań pobożnym kobietom, które codziennie praktykowały samobiczowanie, biczując się cepami, nosząc cierniste opaski na nogę i śpiąc na matach utkanych z igieł. Tych jednakże było niewiele. W latach 70 XIX wieku, klasztor został poddany reformie i przekształcony na taki, w którym obowiązują zasady zgodne z wytycznymi i tradycją kościelną głoszona przez Watykan. Zamieszkujący klasztor otrzymali propozycję odejścia z klasztoru lub pozostania w nim, ale już na innych, surowych zasadach.  Z 450 osób zamieszkujących klasztor (z czego tylko 1/3 to zakonnice) zostało w nim ok. 20 zakonnic. W klasztorze nadal żyją zakonnice. Umilają sobie egzystencję spotykając się tylko w swoim własnym towarzystwie, wieczorami, przy fontannie. Mogą się wówczas wymienić umiejętnościami jak i pokazać efekty swojej pracy – wiele nich szydełkuje, haftuje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie widoczny.

Skomentuj